|

|
Odbudowa dworku Piwki była drogą przez piekło. Wszystko w PRL załatwiało się dzięki życzliwości ludzi.
Dom miał zapadnięty dach, zmurszałe stropy, dziury w oknach, wyżarte przez szczury, zgniłe podłogi. Fundamenty się rozjeżdżały, a pokrzywy sięgały ramion. - A jednak urzekł mnie od razu - mówi 84-letni Marian Rogoziński. - Przypominał mi to, co straciłem: krajobrazy okolic Wilna. Uważa, że gdyby nie był romantykiem, nie podjąłby się odbudowy. 30 lat temu o kupno blachy trzeba było składać podanie do ministra. Więcej>>
|